Dziś minie tydzień odkąd mnie zostawiłeś.Czułam się jakby ktoś mi wyrwał serce podeptał na kawałki. Moje życie się skończyło, bo TY przestałeś mnie kochać, bo miałam nigdy więcej Cię nie zobaczyć, nie dotknąć, nie czuć Twojego zapachu, nie oglądać razem głupot, nie leżeć z Helą na łóżku i razem z Tobą się przytulać. Miałeś należeć do innej. Bo mnie już nie chciałeś. Ból był taki wielki, że odczuwałam go niemal fizycznie i zrobiłabym wszystko, byle tylko minął bo nie mogłam go znieść. W pewnym momencie zaczęłam się już dusić i omdlewać od emocji. Nie mogłam jeść, nie mogłam spać. Straciłam wszystko, co kiedykolwiek w życiu się dla mnie liczyło.Na początku pasje, przyjaciół, znajomych, szkołę..aż w końcu i Ciebie. Wszystko szlag trafił. Żałowałam nawet, że pozwoliłam sobie, żeby się zakochać i obiecałam sobie że już nigdy nie będę taka głupia by wierzyć, że miłość przetrwa wszystko. Bo nie przetrwa. Niestety.
Potem usłyszałam, że jest nadzieja. Ale zostałam sama. Zmagam się z tym wszystkim sama i jest mi źle i ciężko, bo gdy coś mi się uda nie mogę się tym prawdziwie cieszyć, gdy Ciebie nie ma obok. Chciałabym sie rozpłakać ze szczęścia i mocno do Ciebie przytulić, ale Ciebie nie ma. Nie chcesz być, nie dasz rady. Rozumiem to, bo w końcu to ja, do tego doprowadziłam. To ja Ciebie zniszczyłam, raczej moje zaburzenie. Za długo to wszystko trwało masz rację, że dalej tak być nie może.Chciałabym tylko byśmy walczyli razem. Po psychitrze było we mnie tyle emocji. Potrzebowałam je uwolnić, ale nie było nikogo kto by przytulił jak Ty. Wczoraj, gdy zrobiłam te wszystkie rzeczy tak bardzo marzyłam byś był obok i to widział, byśmy razem mogli się tym cieszyć.Ciągle w głowie mam coś co bym Ci powiedziała, a potem uświadamiam sobie, że nie mogę. Teraz na przykład mamy problemy z Helą. Chyba zaczyna jej się to co kiedyś było z jelitem. Martwię się, nie wiem czy mam Ci pisać, ale chyba nie, bo chciałeś odpocząć, nie chciałeś by takie rzeczy były na Twojej głowie, więc muszę z rodzicami poradzić sobie z tym sama. Jak się wyprowadziłeś to tego samego wieczoru Heli wbiło się szkło w łapę. Ja słaniałam się już na nogach, godzina po 22, tata przyjechał i do kliniki całodobowej. Szkło wyjęli, na szczęście nie było rany, ale same nie dałybyśmy rady tego wyjąć, nie ryzykując, że tylko pogorszymy. Jak tak piszę to wrasta tęsknota za Tobą, więc pora kończyć. Niedługo lek zacznie działać i znowu będę się czuć dobrze. Boję się tylko, że Ty i tak do mnie nie wrócisz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz